Zwierzęcy highway to hell

11 września 2017

2015-07-21-DE.IB.jpg

Nieunikniona globalizacja prawno-społeczna postępuje z dnia na dzień. W kontekście dobrostanu zwierząt jest zjawiskiem zarówno pozytywnym, jak i negatywnym. Z jednej strony o wiele łatwiej prowadzić kampanie i działania na skalę międzynarodową oraz wymuszać dobre zmiany prawa tam, gdzie jest to potrzebne. Zatarte zostały, te rozrysowane dawno temu, granice rynków i handel dziś prowadzi się na dalekie dystanse. Jednym z produktów, które wędrują przez cały świat, są właśnie żywe zwierzęta. Negatywnej strony uglobalnienia należy więc szukać w ciasno upchanej ciężarówce i wystających spomiędzy prętów spragnionych ryjków.

Nie ma dzisiaj dnia, aby w mediach nie został poruszony temat migracji ludności, ale nie poświęca się nawet sekundy wędrówkom zwierząt. Zjawisku o tak ogromnej skali, że liczby przerastają wyobrażenie nie tylko zwykłej osoby, ale nawet aktywisty działającego na rzecz praw zwierząt. Rocznie na świecie handluje się 10,4 milionami sztuk bydła, 15,7 mln owiec oraz 37 mln świń. Jednym z najbardziej zaangażowanych w ten proceder regionów jest Europa, która zdominowała rynek bladoróżowej tuszy. Jest to bardzo dochodowy biznes, ale podróż zwierzęcia przez świat przy zadbaniu o jego dobrostan również swoje kosztuje.

9.jpg

Dlatego też w ramach cięcia wydatków wybiera się opcję ekonomiczną, gdzie zwierzęta przemierzają drogę w warunkach tak dalekich od humanitarnych, jak odległość ich wędrówki. Stłoczone na ciasnej powierzchni ciężarówki, gdzie nie mają zagwarantowanych żadnych mechanizmów bezpieczeństwa gdy wydarzy się wypadek drogowy. Nie są niezwykłe sytuacje, gdzie wszystkie zwierzęta podczas takiej kraksy giną. Śmierć w podróży zdarza się równie często, a najbardziej makabrycznym przypadkiem jest chyba los ciężarnej krowy zmierzającej do Turcji, która znajdowała się w tak ciasno upchanej ciężarówce, że jej rozkładające i spuchnięte zwłoki przez całą drogę towarzyszyły innym zwierzętom.

Woda i jedzenie podczas podróży? Skoro kończy się ona w rzeźni, to jak rozumują hodowcy, nie ma już potrzeby przejmowania się losem zwierząt. Spragnione ryjki wystające spomiędzy prętów naczepy ciężarówki to znany obrazek z krajowych dróg. Jeśli widzimy gotującego się w zamkniętym aucie psa, to coraz częściej reagujemy na to, tak jak powinniśmy. Wybijamy szybę i go ratujemy. Potrafimy postawić się sytuacji zwierzęcia, poczuć jego cierpienie i mu zapobiec. Naturalna empatia. Co w takim razie zrobimy z ciężarówką pełną świń, gdy na zewnątrz jest ponad 30 stopni?

pigs-0094.jpg

Za międzynarodowym handlem zwierzętami stoi jeszcze jedna mroczniejsza tajemnica. W rozwiniętych krajach dobrostan stoi na pewnym konkretnym poziomie i cały czas staramy się go polepszać. Niemniej, kiedy transport bydła opuszcza granice Unii Europejskiej i trafia do jednego z krajów na Bliskim Wschodzie, jak np. Turcja, to przepisy chroniące zwierzęta przestają obowiązywać. Ubój rytualny? Znęcanie się? Bicie metalowymi prętami wyładowywanych krów? Związywanie linami i podwieszanie na suficie? Znaki zapytania są tutaj zbędne. Transportowane zwierzęta najpierw przeżywają prawdziwe piekło, zanim zostaną zabite.

Pomijając w całości etyczny kontekst spożywania mięsa, należy zadać jedno proste pytanie – jaki jest sens przewożenia żywych zwierząt na tak dalekie odległości? Żaden. Dalsze tolerowanie tego procederu urąga moralnym standardom, do jakich odwołujemy się jako społeczeństwo. Wątpliwy zarobek wąskiego grona hodowców nie jest wart tego stresu i cierpienia. Tak jak ryjki spragnione są wody, tak my zmiany, która zatrzyma na dobre ciężarówki pełne zwierząt.

Autor: Michał Michałowski


Share this page