Search icon

Opustoszała planeta

Samotna postać skryta w grubym kombinezonie brodzi w płytkim brunatnym baseniku. Zanurza swoją rękę do podejrzanie wyglądające mazi i wyciąga z niej garść robaków. Wyglądają na zdrowe, a więc zaraz wracają do swojego niechcianego królestwa. Sapper, bo tak zwie się ten nie do końca będący człowiekiem hodowca, opuszcza konstrukcję służącą mu za farmę i zmierza do stojącego na uboczu domu. Gleba jest szara i wyschnięta, a powietrze wypełnione pyłem większym niż płatki śniegu. Nieba nie widać spod grubej warstwy chmur. Kontrastu dostarcza samotne białe wyschnięte drzewo, które nie chciało się rozstać po śmierci z miejscem swojego życia. Tym wstępem rozpoczyna się prawie trzygodzinna uczta, jaką jest kontynuacja kultowego dzieła Łowca Androidów 2049.

lowca.jpg
Zdjęcie z filmu Blade Runner 2049, źródło: materiały promocyjne

Denis Villeneuve wzniósł się na wyżyny swoich reżyserskich umiejętności i zgotował nam podróż przez pełen niepokojących obrazów świat przyszłości. Człowiek zniszczył to, o co zgodnie ze starotestamentowym nakazem, powinien się troszczyć – środowisko. Ekosystem planety upadł, a wraz z nim zniknęły rośliny i zwierzęta, pozostawiając po sobie jedynie jałową pustkę. Nie pomylmy tego obrazu zamkniętego w filmowych klatkach jedynie z tłem intelektualnej rozrywki, jaką Łowca Androidów ma nam dostarczyć. Jest to swego rodzaju ostrzeżenie, niebazujące jedynie na scenariuszu, a sygnałach płynących z całego globu. Planeta się kurczy, a siłą napędową tego zjawiska jesteśmy my. Konkretnie nasze żołądki.

Wycofując już się z obrazu tej dantejskiej katastrofy, która na razie jest jedynie niczym innym jak złowieszczo wyglądającą naukową fikcją, przenieśmy się do Londynu czasów obecnych. To właśnie tam z całego świata zebrali się specjaliści od rolnictwa, aktywiści na rzecz zwierząt, europejscy urzędnicy oraz przedstawiciele mocno przyziemnych grup wyznaniowych, aby omówić problemy powstałe w wyniku przemysłowego napełniania talerzy ludzkości. Konferencja „Extinction and Livestock”, w której miałem przyjemność wziąć udział, pod egidą Compassion in World Farming (która przy okazji obchodziła swoje 50 lecie działalności) oraz World Wildlife Fund, na pewno nie przez przypadek zapewne odbywająca się w okolicach październikowej premiery filmu Villeneuvego, zebrała ponad pół tysiąca uczestników celem znalezienia odpowiedzi na jedno trudne pytanie. Co, jeśli jedzenie okazuje się bardziej niebezpieczne od bomb?

Łańcuch globalnej produkcji żywności opiera się na wykorzystywaniu obfitej zasobności oceanów oraz ekspansji intensywnego rolnictwa, a które to utrzymują przy życiu przemysłową hodowlę zwierząt. Co jednak, jeśli oba te fundamenty przestaną działać? Philip Lymbery, dyrektor CIWF, który w swoich podróżach opisanych na stronach „Farmagedonu” oraz „Dead Zone” odwiedził wiele miejsc ekosystemowej katastrofy, ostrzega przed traktowaniem środowiska jako niewyczerpalnego źródła zasobów. Już teraz aż 75% łowisk na wszystkich morzach jest przełowionych, a w ciągu 60 lat gleby przestaną być użyteczne. Jean Francois Timmers z brazylijskiego oddziału WWF słusznie dodaje, że największym problemem okazuje się ponadto sam czas. Od 30 lat przekraczamy możliwości regeneracji planety. Każdy kolejny hektar monoupraw, rejs trawlera czy wycięty fragment lasu tropikalnego wiąże się z jej bezpowrotnym kurczeniem.

raj-patel.PNG
Raj Patel podczas wykładu na konferencji Extinction and Livestock

76 procent Polaków kieruje się przy wyborze żywności ceną, a tak przynajmniej twierdzi badanie wykonane przez Centrum Badania Opinii Społecznej z 2010 roku. Nie tylko my. Hodowla przemysłowa, intensywne rolnictwo oraz przeławianie oceanów to jedynie metoda na dostarczenie taniego mięsa, jak zwraca uwagę Raj Patel, do którego przyzwyczajeni są konsumenci z bogatszej części świata. Ten amerykański naukowiec, znany z przełomowej w dziedzinie ekonomii pracy „Wartość niczego”, źródła problemu doszukuje się w kapitalocentrycznym podejściu do produkcji żywności. Cena przy kasie to jedynie ułamek tego, co jest faktycznie płacone, a jeśli nie zrobi tego konsument, to musi ktoś inny. Środowisko, zwierzęta, a co często pomijane milczeniem – ludzie. 11% współczesnych niewolników pracuje, jeśli tak to można nazwać, w trybach hodowli przemysłowej. Władze krajów południa coraz lepiej rozprawiają się z nielegalnymi połowami, ale nielegalni okazują się równie sami poławiający, przymuszeni do tego siłą.

Tanie mięso może okazać się problemem, jeśli w zamian dopłacać będziemy musieli do leków. Oczywiście z nadzieją, że te będą dalej działać. Trop problemu ponownie prowadzi do hodowli przemysłowej. W warunkach tak skrajnie wyczerpujących dla organizmu zwierzęcia, które zwiększa jego podatność na infekcje oraz przewlekłe choroby, rozwiązaniem stało się karmienie ich antybiotykami. Lepiej rosną, żyją na tyle długo, aby dotarły na rzeź, a przede wszystkim mięso sprawia wrażenie bycia zdrowym. Tak nie jest, o czym przekonuje Aysha Akhtar, lekarz z amerykańskiej Agencji Żywności i Leków, osoba prawie na co dzień zanurzająca się w mroki hodowli. Nadmierne stosowanie antybiotyków umożliwia bakteriom znalezienie sposobu na obejście ich leczniczych właściwości. Na początku 2017 roku Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała listę 12 superpatogenów, które stawiają pod znakiem zapytania możliwości współczesnej medycyny. Nie dziwne, że jeden z najbardziej problematycznych organizmów narodził się na chińskiej fermie świń.

DLYU5h4UEAIYodq.jpg
Aysha Akhtar podczas wykładu na konferencji Extinction and Livestock

Gatunki zwierząt znikają z powierzchni planety nie tylko z powodu destrukcji poczynionej przez intensywne rolnictwo. Ogołacanie gleb z lasów, dziesiątki miliardów zwierząt hodowlanych i cała przemysłowa maszyna utrzymująca to w stałym ruchu to ogromne źródło emisji gazów cieplarnianych, których to mamy w atmosferze za dużo. Szacuje się, że z produkcją tego taniego mięsa wiąże się niemało, bo aż 2,7 mld ton CO2 każdego roku. Nowe warunki w ekosystemie będące efektem takiej węglowej kumulacji wymuszają na zwierzętach i roślinach szybkie dostosowanie się, ale jak ewolucję działającą na płaszczyźnie milionów lat zmieścić w kilku? Przetrwanie gatunków nie będzie możliwe bez wyhamowania naszej emisyjnej działalności, co za ważny cel uznaje Karl Falkenberg, doradca w European Political Strategy Centre. Swój wkład w europejską politykę zrównoważonego rozwoju określa próbą zawarcia pokoju z naturą. Na wojnę, jak mówi, nas nie stać.

Wracając jeszcze do filmowego Łowcy, jednym z głównych zagadnień filmu jest filozoficzny wątek poszukiwania granicy pomiędzy człowiekiem, a jego repliką. Różnicy tej pomiędzy nami a zwierzętami nie dostrzega Carl Safina, profesor z medycznego Uniwersytetu Stony Brook. W swoich licznych obserwacjach społeczności naczelnych, ale nie tylko, bo również skorupiaków czy ryb, odnajduje on wiele wspólnego pomiędzy homo dominusem a pozostałym życiem. Troska wobec młodych, ratunek przed niebezpieczeństwem, niechęć do cierpienia czy pomoc towarzyszom ze stada. Zachowania, których łączenie ze zwierzętami nazywamy antropomorfizacją, są dla nich czymś naturalnym. Ludzka wyjątkowość według Safiny to jedynie efekty ewolucji odruchów i narządów posiadanych przez szerokie gremium innych stworzeń. Czy dalsze ich wykorzystywanie w ramach hodowli przemysłowej byłoby możliwe, gdyby społeczeństwo dostrzegło je takie, jakimi są naprawdę?

Ciągnącej się w każdym kierunku zszarzałej i wyschniętej ziemi możemy uniknąć, ale potrzebna nam do tego nowej narracji. Martin Palmer, sekretarz generalny Alliance of Religions and Conservation, podczas londyńskiej konferencji rzekł coś bardzo mądrego – jesteśmy gatunkiem opowiadającym historie. Opasłe woluminy danych nie zmienią naszego podejścia do świata, ale może to już zrobić odpowiednio nadany im kontekst. Musimy znaleźć w nim miejsce na kwestię upodmiotowienia zwierząt, zmiany podejścia wobec środowiska oraz dostrzeżenia ubogich społeczeństw cierpiących na głód w czasie, gdy Europa i Stany Zjednoczone nie radzą sobie z plagą otyłości. Ciągnące się po horyzont monouprawy soi nie służą wykarmieniu świata. 96% plonów tej rośliny strączkowej trafia na hodowlany przemiał. Skąd weźmiemy jej więcej, jeśli mieszkańcy Azji i Afryki zechcą naśladować kulinarne trendy zachodu? Od opustoszałej planety zarysowanej na samym początku dzieli nas, nie bez przesady, talerz mięsa.

Autor: Michał Michałowski